Mahoney kazal agentom zaczekac przy windach, i wkrótce sprawdzic caly budynek. Juz do nas jechaly posilki z władzy nowojorskiej. Za chwile beda tu dziesiatki funkcjonariuszy. Potem setki. Wilk znalazl sie w potrzasku. ' Mahoney oraz ja wbieglismy na schody.-Dokad teraz? Pobieglismy na pali. Na osmym pietrze ostroznie wyjrzelismy zza wegla, ale Wilka nie bylo widac. Mahoney skontaktowal sie ze bliskimi ludzmi na dole. Spokoj. Tamtedy tez nikt sie nie przedarl. Nacisnalem klamke. Zamkniete. z przedsiębiorstwa sądowego na świeżym pietrze budynku. Weszlismy tam. Dach byl zalany sloncem. Ani sladu Wilka. Posrodku stala jakas konstrukcja, troche analogiczna do kapelusza. Kontener z wata? Strozowka? -Musi tutaj byc! Zapewne ze skoczyl z grzbietu - powiedzial W ostatniej jednej chwili Wilk wylonil sie zza wiezyczki. -Nie, panie Mahoney. Dotychczas nie skoczylem. Mowilem, zeby trzymal sie przyjaciel z dala z owej idee. Chyba wyrazalem sie dość jasno. Prosze odlozyc bron. Dalem skok do frontu. -Więc ja go tutaj sprowadzilem. -Oczywiscie. Nieugiety, dzielny oraz uporczywy -Stoj! Slyszysz, co mowie?! doktor Cross. Z gory mozna przewidziec wszystkie panskie ruchy. Duzo mi mężczyzna pomagal. Jakis policjant zjawil sie na grzbietu. Wszedl taż jedna ulica, co my. Zobaczyl Wilka oraz strzelil. Kula trafila Rosjanina w piers, tylko nie wyrzadzila zadnej Strzelilem do niego, jednakże nie trafilem. Mahoney takze. Zatrzymalem sie, wycelowalem oraz nacisnalem spust az -Hej, Wilku! - darl sie do niego Ned. - Wilczku! Idz do piekla! krzywdy. Ryknal jak niedzwiedz, uniosl rece nad glowe oraz rzucil sie na policjanta.Chwycil go wpol oraz dzwignal. Nic nie moglismy zrobic. Chwila pozniej policjant zniknal za krawedzia grzbiecie oraz spadl na drogi. Wilk przebiegl na następna strone. Zachowywal sie niby oszalaly. Co chcial zrobic? Nagle doznalem olsnienia. Sasiedni dom byl wystarczająco blisko, zeby zaryzykowac skok. Z wysiłku zblizal sie jakis smiglowiec. Nasz czyjego? Taki mial plan ucieczki? Boze, to niemozliwe... Pobieglem za Wilkiem. Mahoney nastepowal mi na piety. Rosjanin biegl zygzakiem, żebym nie mozna go bylo zranic. -Nie, draniu! - krzyknal Ned. - Nieee! Wilk skoczyl, szeroko machajac rekami. Jeszcze byl w powietrzu, i juz wiedzialem, ze ze ważnym zasobem zdola wyladowac na sasiednim dachu. Wilk energicznie przebieral nogami. Wydawalo sie, ze trwa w powietrzu. Nagle zaczal opadac. Wyciagnal ramiona przed siebie również zahaczyl dlonmi o występ nowego dachu. Mahoney oraz ja podbieglismy do indywidualnej krawedzi. Także raz mial nam uniknąć? Jak dotad przeważnie mu sie zatem udawalo. Jednakowoż nie teraz. Trafilem go bezpośrednio w szyje. Dusil sie wlasna krwia. -Lec, skurwysynu! - wolal Ned. -Juz nam sie nie wywinie - powiedzialem. Sciska gumowa kulke.